.

koncert plenerowy

3.05.2013 Nowy Dwór Mazowiecki

Mieliśmy niezłego stracha jak zobaczyliśmy nasz środek transportu, którym zamierzaliśmy przejechać ponad 1000km. Wszystkie jeleniogórskie wypożyczalnie busów miały samochody zarezerwowane i cudem udało się nam wynająć 17 letniego, dziewięcioosobowego Volkswagena od Zespołu Szkół Agrobiznesu w Bolkowie, gdzie kiedyś do szkoły chodziła Agis:) Wóz, który wizualnie nie był okazem nowości, ostatecznie dał radę, co potwierdza starą zasadę o niezawodności wiekowych aut. Wielkie dzięki należą się pani dyrektor Beacie Zalewskiej, która zaufała rockowej kapeli i nie obawiała się, że rozniesiemy w drzazgi ten szacowny środek transportu, którym na co dzień dojeżdżają dzieci do szkoły.

W Nowym Dworze Mazowieckim pojawiliśmy się po 15.00, więc ze sporym zapasem czasu. Mogliśmy posłuchać sobie kapel, które grały przed nami. Niezły koncert dały dziewczyny z Estonii (Deathcats) i chyba jedyna niepunkowa kapela tamtego dnia czyli Nevesis. Potem przyszedł czas na Leniwca. Fajnie wyszło, bo pod sceną zgromadziło się więcej publiki i zabawa była naprawdę świetna. W kawałku z nowej płyty, pt. Piosenka dla zapowietrzonego, na scenę wszedł Robert Szymański z Sex Bomby, który, podobnie jak na płycie, wspomógł nas wokalnie. To była wyjątkowa chwila, bo jako dziecko słucha się kapel, a potem ma się okazję zaśpiewać ze swoimi idolami sprzed lat na jednej scenie:) Tu mega podziękowanie dla Roberta!!! Prowadzący festiwal, Marek Wiernik dał się ubłagać krzyczącej publice i dwa razy wywołał nas bisy, które zakończyliśmy starym numerem pt. Herbata

Po nas przyszedł czas na prawdziwie legendarne zespoły. Koncert dały dwie kultowe kapele, które po raz pierwszy wystąpiły w Polce, czyli The Generators ze Stanów i Peter and the Test Tube Babies z UK. Jednak najlepszy koncert tego wieczoru należał wg nas do Sex Bomby. Rewelacyjne brzmienie, energia i spontan. Staliśmy i słuchaliśmy całą kapelą, a z kawałka na kawałek popadaliśmy w coraz większe kompleksy:)

W nocy czekało nas jeszcze przejechanie 50 km do miejsca noclegowego. Okazało się to niezłym wyczynem, bo trafiliśmy tam chyba przypadkiem, mając do pomocy nawigację:) Co ciekawe, kapela z Estonii, która miała z nami nocować, wyjechała dwie godziny wcześniej i o 1 w nocy, kiedy myśmy się tam pojawili to jeszcze ich nie było. Pewnie dalej szukali. Kiedy rano o 10.00 wyjeżdżaliśmy, w dalszym ciągu Estończyków nikt nie widział. Musieli chyba poddać się nad ranam…

004_01.JPG004_03.JPG004_02.JPG004_10.JPG004_04.JPG004_05.JPG004_08.JPG004_11.JPG004_12.JPG004_13.JPG004_07.JPG004_09.JPG