.

koncert plenerowy

20.06.2014 GROCHOWICE

Po koncercie w Wagenburgu obudziliśmy się u Cyny i jak to zwykle bywa, obudziliśmy przy okazji Agis, która najchętniej spałaby do wcześniejszych godzin popołudniowych:) Poranek zleciał nam głównie na lenistwie oraz próbie akustycznej w kuchni, gdzie w międzyczasie Rusek przygotowywał wszystkim spaghetti. Po smacznym obiadku wyruszyliśmy na Stachuriadę do Grochowic, gdzie odnaleźliśmy dom nr 37, w którym mieszkał Edward Stachura, w czasach, gdy pracował jako drwal. Nagraliśmy tam uliczną wersję „Opadły mgły”, która prawdopodobnie ma szansę się upublicznić. Potem dojechaliśmy do grochowickiej polany i stwierdziliśmy, że wszystkie superlatywy o tym miejscu nie wzięły się bez potrzeby. Tam naprawdę jest wyjątkowo urokliwie i klimatycznie. Pierwszy dzień festiwalu to zlot motocyklowy, więc przed próbą dźwięku zdążyliśmy obejrzeć wyjątkowe egzemplarze jednośladów. Cyna, fan motocykli, ślinił się na wiele okazów, a Agis prawie kupiła Rometa:) Potem przyszedł czas na nasz występ i trzeba przyznać, że z wielu powodów był to koncert, który jeszcze długo będziemy pamiętać. Po pierwsze reakcja wyjątkowej publiki, znającej twórczość Steda była wspaniała i napełniła nas dodatkową energią. Po drugie ekipa nagłośnieniowa sprawiła się na medal, wszystko brzmiało świetnie, a my daliśmy z siebie 100%. Po trzecie wykonaliśmy wyjątkową setlistę. Oczywiście było na niej wiele utworów Stachury, ale publiczność usłyszała też te, które z braku czasu nie mamy szans wykonać na „normalnych” koncertach Leniwca, czyli „Czas płynie i zabija rany”, „Wędrówką życie jest człowieka” i „Pieśń na wyjście”. Po czwarte pierwszy raz zagraliśmy nowy utwór pt. „Mandela”, który cudownie zabrzmiał na grochowickiej polanie. Po piąte bisom nie było końca i grało się nam tak fajnie, że koncert w sumie trwał dwie godziny, które nie wiadomo kiedy minęły. No i po szóste tuż po koncercie na scenę weszli motocykliści i uroczyście, z okazji XX lecia zespołu wręczyli nam złotą tarczę, która zawisła już w naszej sali prób. Po koncercie oczywiście odwiedziliśmy jeszcze fanów motocykli, gdzie przy ognisku wyśpiewaliśmy sporo starych szlagierów. Gdyby komuś zabrakło wrażeń to nocleg mieliśmy w uroczym pałacyku, gdzie przez całą noc Winial szalał niczym naspidowany książe:) Potem cała magia się skończyła, bo przed 5 rano była pobudka i powrót do domu:)

036_15.JPG

036_02.JPG036_01.JPG036_03.JPG036_04.JPG036_05.JPG036_06.JPG036_07.JPG036_08.JPG036_09.JPG

036_32.JPG036_27.JPG

036_16.JPG036_17.JPG036_18.JPG036_19.JPG036_30.JPG

036_13.JPG

036_14.JPG036_12.JPG

036_11.JPG