.

koncert plenerowy

17.06.2016 KWIDZYN

Klasyczny, leniwcowy dzień pracujący. Pobudka 4.30 rano, pakowanie i w drogę ponad 600 km na drugi koniec Polski, do Kwidzynia. Po drodze zaliczyliśmy ponoć najbardziej efektywny postój w historii zespołu, podczas którego, w ciągu 5 minut zdążyliśmy m.in. zrobić przegląd samochodu i wypić kawę. Pogoda z godziny na godzinę robiła się coraz gorsza i kiedy dotarliśmy na miejsce, nieźle już padało oraz wiało. Właściwie tak miało już zostać do końca. Musieliśmy wylewać wodę z namiotu, będącego naszą garderobą, ale dobre nastroje nas nie opuszczały. Kiedy po próbie dźwięku przyjechaliśmy ponownie na miejsce koncertu, kapela grająca przed nami, w strugach deszczu i wichurze właśnie skończyła koncert dla publiczności w liczbie: zero. Nie nastrajało nas to optymistycznie, ale okazało się, że na fanów Leniwca można liczyć w każdym zakątku Polski. Może, jak na plener, publiczność nie była liczna, ale też nie było dramatu. Natomiast trzeba przyznać, że Leniwiec zagrał stadionowo, a publika stadionowo reagowała, pomimo solidnego deszczu, wiatru oraz docierających z niemal każdego zakątka kraju, wieści o powalonych drzewach i braku prądu. Nagłośnienie i ekipa nagłaśniająca - pełna profeska. Koncert długi i energetyczny. Już po kilku numerach zrobiło się nam gorąco i tak już zostało do końca. Przemoczona do suchej nitki publika wywołała nas na bis w postaci piosenki o Hansie Klossie. Potem przyszedł czas na podpisywanie płyt i pakowanie przy dźwiękach Cleo. Po 22.00 byliśmy w hotelu, gdzie chóralne śpiewy przy akompaniamencie gitary towarzyszyły nam do późnej nocy. Repertuar od Dżemu do Dire Straits:) O 6.00 rano grzecznie jedliśmy już przepyszne śniadanko, po czym wyjechaliśmy w siedmiogodzinną drogę powrotną, podczas której Cyna i Mucha urządzili pokaz capoeiry na stacji benzynowej:)

092_03.jpg092_02.jpg092_01.jpg